Tuesday, May 24, 2011

wtorek, szlak orlich gniazd

no więc we wtorek (muszę zapisać zaległe przygody!) wyruszyliśmy z hostelu państwowego (gdzie ser śniadaniowy jest kontrolowany, więc można wziąć tylko jedną serową rureczkę) hen hen daleko na szczyty wzgórz portugalskich obejrzeć wioskę z new york timesa, a tak naprawdę to bardzo starą twierdzę, która na samym szczycie góry stoi sobie od wieków, i została - uwaga! - tylko az zdobyta, w dwudziestym wieku już, bo ktoś znalazł sekretne przejście. no! ale po tylu wiekach to wiadomo. piękne, piękne! potem, kilka kilometrów na dół, pożydowska wioska castelo de vide, no po prostu wspaniałość i cacko!

chodzi o to, że większość miasteczek portugalskich ma poobdrapywane ściany i co drugi dom jest opuszczony i nie ma okien. castelo de vide jest zapełnione życiem, o i jest też synagoga i stara żydowska dzielnica (chociaż żydów wypędzili wieki temu). plus konkurs a najładniej ukwieconą ulicę, co sprawia, że mieszkańcy szaleją i jest to wręcz kwietny las.

następnie, stojąc pod schroniskiem dla psów w castelo branco i wertując przewodnik uznaliśmy, że ciekawie byłoby zobaczyć - again uwaga - najbardziej portugalską wioskę portugalii (wg konkursu z 1938 roku). monsanto! no i jeju! nie wiem, skąd ta arcyportugalskość, skoro najfajniejszość bazuje na wielkich granitowych skałach i kamiennych domach na wzgórzu. każda z wiosek na pograniczu ma zamek, co po jakimś czasie przestaje pasjonować, szczególnie że na większości są tysiące latających szczypawek.

spaliśmy w parku narodowym najwyższych gór portugalii kontynentalnej (najwyższy szczyt nie dobiega nawet dwóch kilometrów), nad rzeką i po pizzy, co było fantastyczną odmianą po setce tosztasz, ale jak dużo ich zjemy w obliczu braku innych opcji, no, tego nie mogliśmy wiedzieć (zjedlibyśmy tysiąc pizz).

No comments:

Post a Comment