otóż alessandra pochodzi z mediolanu i jest bardzo szykowna. nosi się na czarno, szaro i biało i w desenie z dżungli. uwielbia pożyczać mi ubrania (czy to coś znaczy?) a szczególnie wielką spódnicę w której czuję się jak black swan. jest przeuroczą osobą, która dopiero co - jak sama mawia - wyszła ze świata magii, bo jej mama nie umie gotować, ale umiała zrobić tak, żeby alessandra wierzyła, że z kuchni dopiero co wyfrunął piotruś pan (posypywała wszystko złotym proszkiem). przyjadę do mediolanu i zamieszkamy u jej babci.
moją drugą współlokatorkę, jak sądzę, łatwo wygooglać. to najzdolniejsza aktorka luksemburska wschodzącego pokolenia. dostała rolę stewardessy w nowym luksemburskim serialu, dlatego, żeby wkręcić ją w ten świat, zwracam się do niej per verónica, tak jak filmowa aeromoca (po portugalsku stewardessa - aeromoca, czyli aerodziewczyna).
jutro przyjeżdża tomek. nie będziemy już musieli całować kamerek internetowych ani przytulać się do komputerów. trudno mi w to uwierzyć. dobra, idę spać, w ten sposób szybciej się zobaczymy!
ps. uznałam że lizbona to miasto ślepców i zdechłych gołębi, pod warstwą cudowności. ale jest najlepsza.
No comments:
Post a Comment