Monday, January 31, 2011

o seitanie

wracanie jest bardzo ciekawe. paul theroux wraca do azji w wielkim stylu, ja wracam do smaku seitanu w lizbońskiej stołówce.

Sunday, January 30, 2011

Bloggy - reaktywacja: najfajniejsze miejsce na świecie to jardim de amoreiras

jestem! wróciłam!
cieszę się jak szalona.

zaczynając od wczoraj, czas zapełnił się delicjami, ponieważ poleciałam w luksusie prosto do lizbony. od szesnastej mknęliśmy ku zachodzącemu słońcu, a ja dostałam nadprogramowy mus czekoladowy. lądowanie nad lizboną jest najfajniejsze, bo oblatuje się całe miasto, i kiedy jest jasno, można zobaczyć mój dom.

więc przyjechałam, no i ten zapach! ten zapach! tak naprawdę to nie wiem, co tak pachnie. wdałam się w liczne dyskusje na ten temat, i wychodzi na to, że ziemia, która nie zamarza i sobie działa. to jest taki zapach świeżości i przyjemności, no po prostu.

więc wyrwałam się z polskiej klateczki, i wszystko co wiem, to że postaram się tam nie wracać na zbyt długo, to nie na moje nerwy. a mój dom jest tam gdzie tomek, i tak :).

Thursday, January 20, 2011

zooborns.com

nie ma zdjęć, bo czemu mam robić zdjęcia?
dlatego przedstawiam wam oto moje ulubione zwierzątko w fazie dziecięcej. na pewno wszyscy już znają te strony (i te fazy lenistwa, nie użyję tu modngo słowa na p), ale kiedy okazało się, że pandacam z zoo w atlancie jest wyłączona, obejrzałam film o małych leniwcach, a potem znalazłam to:
na madagaskarze (jedynym ich prawdziwym domu) ayeaye są omenem śmierci, dlatego prawie wyginęły. bardzo bym chciała mieć jednego.

w następną sobotę lecę do lizbony, w objęcia przygód!

Friday, January 14, 2011

i see so many little boys i wanna marry...*

ach ach, och och, jest mi dogłębnie smutno w tym styczniu.


___
* a devendra b. nie pomaga

Tuesday, January 11, 2011

truly madly deeply

dobra! dobra! nie jest to jeszcze koniec stycznia, ale też nie ma już śniegu. więc mogę powrócić na łono bloggiego.

garść wieści? ależ proszę!
koniec z misją antypody. przynajmniej na razie. od kiedy zakolegowałam się z tomeccinem spokojnie olewałam tamten kraj, bo przecież co mnie obchodzą kangury, ale w końcu, po tysiącach opowiadań (nieoceniony bill bryson też miał w tym swój wkład) zaczęło mi się podobać, i po cichu planowałam antypody i nawet przeprowadzkę na przynajmniej pół roku po obronie, ale nic z tego, no. podobno zamieszkamy w anglii.

(...)

okropnie co? chodzi o wizy i europę. nie wyobrażam sobie na dłuższą metę mieszkać poza europą, ale na trochę? to sama przyjemność. jeśli chodzi o anglię, to oczywiście wiem, że mają tam ładne domy i słodki akcent, i curry na każdym rogu, są mili i w ogóle, ale niestety. widzę siebie wśród hord polaków, kiedy zarabiam robiąc kanapki spóźnionym ważniakom (już przez to przechodziłam, było nawet fajnie, ale przez MIESIĄC). no i tyle. słabo. nie mówcie wróblowi.

praca licencjacka przyjemniaczek, dlaczego nie mogę pisać jej cały czas? bo muszę napisać egzaminy. doprowadza mnie to do rozpaczy. ale dzisiaj kupię bilet do lizbony (gdzie mym nowym zajęciem będzie nauczanie polskiego*), i zacznę odliczać dni.



_____
* zarobię tak na dmuchany basen na taras