Tuesday, May 3, 2011

golden gate-like

pewne rzeczy trzeba przeżyć w odpowiednim czasie. takie na przykład wagary. nigdy nie korzystałam z tej opcji, dopiero na studiach odkryłam, że to wspaniała sprawa! więc dziś wyszłam za późno i wsiadłam przypadkowo w 713, który nie jest moim autobusem, i jechał przez opłotki lapy przez przynajmniej 20 minut. metro nie przyjeżdżało, więc likwidując wyrzuty sumienia w kierunku przemiłej pani od literatury poszłam spacerkiem na principe real (moje radościodajne miejsce), z którego niesety wykurzyła mnie pani włączając kosiarkę spalinową. więc szłam i szłam, aż stanęłam przed hmem, gdzie nabyłam za bezcen spódnicę w deseń białego leoparda.

rzecz w tym, że kiedy wyjdę z domu, mam problemy z powrotem. idę na kawę na rua da bica i wracam po siedmiu godzinach, wychodzę na forro i wracam nad ranem, bo zahaczyliśmy o ginję i minimercado (klub do którego chodzi się tylko w poniedziałki, tylko, powtarzam!).

inaczej, kiedy odbywamy śniadanka na dachu, na który trzeba się wdrapać z okna alessandry. ja lecę na dół do baru po kawę, alessandra przygotowuje tacę (jedyną kuchenną czynność, którą lubi, jest nakrywanie do stołu), wyciągamy koc w deseń zebry (deseń to dzisiejsze słowo dnia) i oglądamy z oddali most 25 de abril, który wręcz każe nam myśleć, że jesteśmy sobie w san francisco, a nie na dachu na santos.

No comments:

Post a Comment