Tuesday, February 1, 2011

idzie luty podkuj buty

siedzę w pokoju i marznę. jest to nieprawdopodobne, ponieważ na zewnątrz jest bardzo ciepło (no dobra, około 15 stopni). problem w tym, że w środku jest tyle samo. mój nowy pokój ma przynajmniej 4 metry wysokości, i całe powietrze, które jest w stanie ogrzać pamiętny grzejnik z minipreco, jest najwyżej na wysokości 3 i pół metra. więc siedzę w szaliku i boję się pójść do łazienki (tam nie ma żadnego źródła ciepła, jest za to balkon).

tyle jęczenia. opowiem jak jest.

otóż mam nowe mieszkanie. ostatnie trzy noce dzieliłam łóżko z luaną, co było zaskakująco zgodne, ale bałam się ruszać, żeby jej nie zbudzić (łóżko ma metr szerokości i skrzypi). dziś porwałam moje pakunki i zniosłam je dwa piętra niżej, do wielkiego mieszkania (gigante, gigante! - to luana znów), które będę dzielićz elien z belgii, jorghenem, albo kimś również stamtąd, jakimś kolesiem z londynu, ale zapomniałam, jak się nazywa, dwoma hiszpanami i portugalką. mieszkanie ma wielką kuchnię, tysiąc sto mikroskopijnych balkonów i łazienkę, z której przechodzi się na gigantyczny taras. zresztą spokojnie, już ja wam wszystko pokażę.

w kwestii kontaktów międzyludzkich, to przyjechałam i poszłam na imprezę, wstałam, i poszłam na imprezę, a teraz czuję sie trochę zagubiona, ale to minie :). na przeciwko wyremontowali szpital, a raczej jego fasadę, byłyśmy dziś w muzeum oglądać secesyjne spinki do włosów, a jutro mam plan rano wstać, i popatrzeć sobie na lizbońskie życie z mojego prywatnego balkonu. hehe.

1 comment: