o grande peixe do universo! wszystkie ryby świata, jest mi strasznie przykro, ale dzisiejszy wieczór upłynął pod znakiem portugalskiej tawerny, gdzie pożarłam pescada frita. po raz pierwszy od lat ośmiu (nie licząc małych kąsków z tajina ugotowanego przez driesa), pochłonęłam trzy z obecnych na zdjęciu kawałków, odstępując irene te, gdzie drastycznie widać było dziurę po kręgosłupie. źle mi się po tym trawiło, więc poszłyśmy na ginję.
tak to, nie podoba mi się całe to jedzenie zwierząt. chyba sobie odpuszczę. nie mówcie wróblowi (bo miałam wspomagać w ten sposób moje słabiutkie powłoki).
No comments:
Post a Comment