Wednesday, February 9, 2011

clube de lafões

jak zwykle w lizboński wtorek bawimy się w little brazil, i właśnie wróciłam z tańców. w związku z postępami i zbliżaniem się do etapu ninja forró, tańczyłam specjalistyczne country i zostałam pochwalona. dzisiaj poza samą fiestą doszło do wielkiej brazylijskiej kolacji, z wegetariańską feijoadą i sałatką z mango, sambą z laptopa i tak dalej. bołtunia kiedyś zachwycała się, że włosi muszą policzyć, ilu ludzi będzie jadło, bo nigdy nie wiadomo, tak ja liczyłam i liczyłam, i wychodziło prawie dwadzieścia osób w naszej skromnej kuchence (z balkonem). feijoada - delicja! goście - double delicja!

tymczasem zaczęła się szkoła, a wraz z nią nowe przygody. będę uczyć się o sztuce, kinie i literaturze, a także tłumaczyć, tylko jeszcze nie wiem co i na jaki język, bo mimo, że codziennie czytam sydney morning herald, to zestresowałam się dziś tak strasznie, że chyba przepiszę się na tłumaczenia techniczne na hiszpański. ale jeszcze nie wiem.

No comments:

Post a Comment