potem pomknęłyśmy do cascais, bo trzeba było oddać rowery w związku z zimowym horario (chociaż wiemy, że zima już się raczej skończyła). i znowu rozłożyłyśmy się na plaży, pan w barze sprzedał nam imperiale, i było po prostu idealnie. obudziłam się dzisiaj ze spieczoną twarzyczką, co trochę burzy mój wizerunek, ale nie szkodzi.
poza tym, przeżywam niejaki przesyt. nie wiem, może mam trochę dość wszystkiego, ile można imprezować? (ale mamy sobie kupić z jorenem, mym sąsiadem, deski do body boardingu - lub boogie boardingu, jak kto woli - tomeccino woli, więc może coś się szalenie polepszy. bo do tego trzeba pływać w płetwach!)
jutro idę tańczyć, już nie mogę się doczekać.
No comments:
Post a Comment