Sunday, February 27, 2011

pociąg widmo

mój zamierzony weekend w izolacji mniej więcej wychodzi. wczoraj bowiem nadawałam szlify mej pracy licencjackiej, co oczywiście nie wzbudza niczyjego szacunku (bo na razie nie będę rozwijać mojego wykształcenia, muszę poważnie odpocząć), a potem wydałam kameralną kolację, z pożyczonego woku. następnie była impreza pożegnalna luany, na którą trafiliśmy po pobycie w bardzo, bardzo dziwnym miejscu (właściciel jest zezowatym wariatem, a w całym barze jest mnóstwo instrumentów, na których każdy może grać. kiedy przyszliśmy, ktoś grał na pile), po to tylko, żeby wyrobić się na męski striptiz dla luany w wykonaniu jej znajomego z angoli. mam nieustannie wszystkiego dość i najchętniej nie wychodziłabym z łóżka, ale ciągle mam nadzieję, że to wkrótce przeminie. idę dziś tańczyć. juhu.

ps. jeśli cokolwiek jest prawdziwym ulepszaczem, jest to brazylijska muzyka:

No comments:

Post a Comment