boję się, że straciłam łatwość zadomawiania się (dwa piętra wyżej zajęło mi to półtora dnia, nie wspominając np o pełnym przyjemności sączeniu soczków na skajowej kanapie w brazylii).
w każdym razie, nie żeby było jakoś źle, ale też trochę średnio. w moim domu, gdzie pojawili się prawie wszyscy współlokatorzy, dominuje nastrój imprezy-rzygania, a w kuchni zawsze coś ginie. czasem biegam, ponieważ wydaje mi się stratą czasu iść do łazienki po drugiej stronie korytarza (to najdłuższy domowy korytarz jaki widziałam). mój pokoik jest ok (ma kształt trapezu, mówiłam już?)
ale wiecie. byłam dziś na plaży, powiedzmy, że się opaliłam i wyczerpałam grając w extremely ultimate frisbiaka, i zmroziłam nogi wodą w oceanie. pięknie!
No comments:
Post a Comment