wracałam wczoraj do domu wcześnie, żeby się wyspać, ponieważ miałam te koszmarne zajęcia z tłumaczenia (z panem zwanym gilipollas, czyli idiota po hiszpańsku) więc nie chciałam być czymś w rodzaju wraka. szłam z pożegnalnej imprezy belgijek, na której się popłakałam, i postanowiłam wstąpić na górę i zahaczyć o imprezę ludoviki. tańczyliśmy, i śpiewaliśmy, a potem razem z moim współlokatorem poszliśmy do domu, i jako że byliśmy wstawieni, być może nie zauważyliśmy ruchu przy drzwiach, może nie zatrzasnęliśmy drzwi od naszego mieszkania, może może. joren poszedł spać, a ja umyć zęby. wracałam jak zwykle biegiem, bo chciało mi się spać, i przy samych drzwiach, kiedy już wchodziłam do pokoju, odwróciłam się i zobaczyłam dyszącego - excuse le mot - murzyna. wrzasnęłam po angielsku (co znaczy po raz kolejny że nie jestem już z polski) i schowałam się w pokoju, i zaczęłam rozmyślać, jak się uwolnić. joren wylazł z pokoju, a koleś zniknął. ja pomyślałam, że coś jest ze mną nie tak, i nie mogłam zasnąć. uznałam, że nikt mi nie uwierzy, bo to wariactwo, a potem - dzisiaj, czyli po dobrych kilkunastu godzinach stresu - okazało się, że walnięty znajomy znajomego fuckfrienda luany chciał nas okraść czy coś, więc po tym, kiedy wymknął się od nas, skoczył na górę, rozwalił driesowi drzwi, zrobił kupę na podłodze w łazience, położył się na podłodze w kuchni i zasnął.
dziś cały dzień jest więc nieco surrealistyczny. cały lanczyk poświęciłam się na rozstrząsanie sprawy machając widelcem, i mój - jak dotąd jedyny w tym semestrze - lepszy kolega ze szkółki wysłuchiwał cierpliwie. mam trochę dość. boję się być w tym mieszkaniu, a miliony relacji, które tutaj mam, nie liczą się, kiedy nie mogę do nikogo zadzwonić w środku nocy, że w pokoju obok siedzi nieznajomy koleś. wracamy wtedy do tomka wróbla (który ma problemy w pracy z powodu tego że do niego wydzwaniam, więc nie mogę już wydzwaniać) i kasi, która jako jedyna wierzyła od początku że nie jestem szalona. chcę wracać do domu, ale nie wiem gdzie on jest!
Jeśli akcja działa się przed 1 w nocy, you can call me. ale pewnie to było później :>
ReplyDelete