no więc chodziliśmy i chodziliśmy, ja zasypiałam na stojąco, bo musiałam zerwać się, żeby zdążyć na dziesiątą. ale potem poszliśmy do ogrodów, które miały przypominać te z wersalu, no i wtedy, wtedy moi drodzy!
symbolem i charakterystyczną rzeczą portugalii i hiszpanii są drzewka pomarańczowe i cytrynowe. wiem, wiem, to może wydawać się normalne. też bardzo lubię jabłonki. ale te pomarańcze w środku zimy! więc pomknęliśmy do zagajnika i jedliśmy je sobie zrywając prosto z drzew. zdjęcia będą później, bo oczywiście pozowałam zapchana królewską pomarańczą.
no dobra, to nie jest jakoś szczególnie pasjonujące, ale potem pojechaliśmy do następnego pałacu, no i wtedy, kiedy pani przewodnik zaczęła mówić, uznałam, że trzeba działać, wymyśliłam na poczekaniu jakąś ściemę i zniknęłam. pan ochroniarz, którego zapytałam, jak się dostać do belem, czyli najsłynniejszej wioski w portugalii, uznał, że jestem francuzką, i powiedział de pie vinte minutes. no ok, to szłam i szłam, aż doszłam to pomnika odkrywców, największego klasztoru, i uznałam, że jestem tu już czwarty miesiąc, a ciągle nie widziałam najsłynniejszej wieży (luana mówi, że jest nic nie warta, i że jak chcę zobaczyć, to ona pokaże mi zdjęcia). więc poszłam brzegiem tagu, i wypatrywałam tej wieży, a kiedy w końcu dostrzegłam moimi krótkowzrocznymi oczami jakieś zarysy, skończyła się droga! i zaczął wpływ do mariny, jeśli wiecie, co mam na myśli. w tej sytuacji wróciłam do domu, kiedy indziej się tam przejdę, i wezmę aparacik, żeby każdy, kto się tu pojawi, mógł odbębnić tę wizytę bez niespodzianek.
i myślałam, że podróże wietrzą głowę. tak jak nadtażański (znad tagu i mean) wiatr przewiewa mi przez uszy, tak mieszkanie w innym kraju bez tej turystycznej pazerności zostawia przyjemny smaczek. (a z drugiej strony, mimo, że w polsce mieszkać nie zamierzam, całe moje materialne pragnienie posiadania realizuję właśnie tam, oczywiście w mojej skali: kupię sobie wielką doniczkę i będę uprawiać drzewo oliwne o imieniu barbara, na przykład). bez komentarza.
ps. jesień na praca das flores:
No comments:
Post a Comment