mój współlokator julianeczek nienawidzi gołębi. mamy nową świecką tradycję, w każdy wolny dzień chodzimy na kawę w nowe miejsce i sobie siedzimy na dworze (dziś było 18 stopni), julian klnie na gołębie, a ja szaleję z radości. po kawce dzisiaj było frisbee w mym ulubionym miejscu, na przeciw reklamy o casa macau, czyli stowarzyszenia ekspatów stamtąd, gdzie, jak sprawdziłam, rozgrywają turnieje w mahjonga. klasyk, nie?
idę dziś na fiestę, porzuciłam jeden koszmarny przedmiot z palpitacjami serca, czy sprawdzi się powiedzenie lepiej późno niż wcale? mam nadzieję!
a tak poza tym: madera, maroko, północ portugalii, mam liczne plany i w ogóle, ale żeby australia? si seniores! już wkrótce rozpoczęcie akcji pod krytponimem antypody, zaczynamy w poniedziałek od wizyty w ambasadzie (mam po sąsiedzku), kończymy lądowaniem w new south wales. wprost w objęcia tomka wróbla!
No comments:
Post a Comment