Tuesday, March 1, 2011

wakeup calls

dziś rano wyjechała luana. zadzwoniłam do niej o siódmej, żeby się upewnić, że nie śpi, i pożegnałam się po raz czwarty (pożegnanie drugie nastąpiło wczoraj na naleśnikach, czyli aperitivo do kolacji w sekretnym chińczyku). dziwnie. odwiedziłam też mercado da ribeira, taki duży targ ze świeżym wszystkim, ale niestety nie uświadczyłam nigdzie bananowej marakui, o której wspominał rozmarzony surfer thomas.

wszyscy odjeżdżają. również papagaio, niemka, z którą miałam dziś piknik w horta communitaria, czyli ogrodzie w środku gracy, na samej górze lizbony, który należy do tego, komu chce się go uprawiać. jadłyśmy rukolę wprost z krzaków, popatrując na widoki. papagaio (nazwał ją tak toppletini wróbel) uwielbia gawędzić, więc przesiedziałyśmy gadając trzy godziny ze słońcem świecącym w twarz, więc mam prawo wnioskować, że znów będę megaczerwona. no nic. wczoraj w nocy siedzieliśmy z jorenem składając papugę z origami (po portugalsku papagaio). niemiecka papagaio była zachwycona. czy to trzyma się kupy?;)

1 comment: