no nic.
i się przeprowadziłam. mieszkam w pięknym pałacu, bielutkim apartamencie, z szaloną włoszką i artystyczną mieszanką krwi portugalskiej i luksemburskiej. było mi dziwnie pierwszej nocy, ponieważ spalona słońcem drżałam podczas każdego bicia dzwonów (co 15 minut), a potem wstałam na drżących nogach w sam raz na midtermowy test z historii sztuki. ale teraz jest wspaniale. mieszkanie w innej dzielnicy zmusza do poszukiwania nowych smaczków, ukrytych zaułków i fajowych widoków (jak lanserki bar ze szkła, gdzie popijałam kawę patrząc na portowe magazyny i most fan francisco ponad tym). a w niedzielę byliśmy na jabłkowej plaży, plus wracałyśmy z alice autostopem, bo autobus zniknął.
no to może jakieś zdjęcie apartamentu wewnątrz/zewnątrz? ;)
ReplyDelete