nie pisałam, ponieważ czekałam, by poziom chujowatości się obniżył. wygląda na to, że tak właśnie się dzieje, więc mogę powrócić do radosnego dokumentowania rzeczywistości.
a więc, moi państwo, wyprowadzam się. mieszkanie jest pięęęęęęękne, pięęęęęęęęękne, m
a dwie mieszkaneczki, no i mnie, a w kuchni (co mnie najbardziej ujęło), stoi, jak powiedziała alessandra, croque monsieur, czyli toster. kuchnia ma balkon z widokiem na gąszcz, salon ma balkon z widokiem na most golden gate, czyli 25 abril.
i opowiem wam o naszej wycieczce na północ. udałyśmy się z madziolem do porto, jej tymczasowej ojczyzny (szczegółowy dom znajduje się na centralnym wzgórzu, i ma
fantastycznych mieszkańców), a stamtąd do bragi. w tym mieście wszystko jest stare. nawet przypadkowa kawiarnia miała szklaną podłogę, żeby były widoczne ruiny jakichś wiekowych fundamentów, a na opakowaniach z cukrem były ciekawostki o okolicy.

większość partimonio cultural stanowią wymyślne kościoły, stare budowle, i megastare budowle, wszystko pachnie historią i czuć, że jest się na końcu świata.

spędziłyśmy tam trzy godzinki, w tym ostatnią popijając kawę w - oczywiście wiekowej - kawiarni brasileira (dla odmiany na cukrze było napisane, najlepsza kawa od zawsze w brasileira!).

No comments:
Post a Comment