Tuesday, March 15, 2011

baia de todos os santos

dzisiejszy dzień to zdecydowanie za dużo, ale ustalmy fakty.

otóż obudziłam się od łupania śmieciarzy, metro nie jeździło (nie ogarniam strajków w tym kraju), w tostach nie było pomidorów, a w domu było jak ostatnio. właśnie, ponieważ okazało się, że jest beznadziejnie, i moja taktyka uciekaj co sił zadziałała. więc zaczęłam szukać mieszkania, no i chyba znalazłam. za pół godzinki czeka mnie batalia o zwrot kaucji i mogę się wyprowadzić. nie wiem jeszcze, które mieszkanie wybiorę, ale zapewne na santos, trochę z boku, ale niedaleko moich ulubionych dzielnic, przy tagu. w górę idzie się po schodach, które są jak w neapolu. kiedy mi się naprawi aparat, to może też się dowiecie. w każdym razie spoko. wczoraj, kiedy spotkałam mojego koleżkę, rozpłakałam się na ulicy. więc nie jest jakoś najfajniej, ale ale.

zaczynają się midtermy, jutro pierwszy z tłumaczenia, co za gigantyczna nuda!

dlatego chciałabym zakończyć fragmentem smsa beloved tomeccina wróbla, na który zawsze natykam się, kiedy mi smutno: (zachowuję oryginalną pisownię): to dla czebe moya kohana.

patrzymy, widzimy.

No comments:

Post a Comment