w ramach cieszenia się udaliśmy się na śniadanie na osiedle, gdzie żadne z nas nie było (-my z nieocenionym julianeczkiem) do przeuroczej knajpki na kawę i brigadeiro, czyli brazylijską pyszność. wtedy też wpadłam w szał oglądania kafelków. na początku mojej lizbońskiej odysei nie mogłam oderwać wzroku od kafelkowych ścian, ale szybko się przyzwyczaiłam, dziś łaziłam pół dnia po lizbonie (zatrzymując się na kawkę w każdym z napotkanych quiosques, znam ich coraz więcej! ) i te kafelki prawie się nie powtarzają! dlaczego portugalczycy mają tyle kafelkowej inwencji?
i tak mija sielska sobota. pachnie jesienią, ale czasem zdejmuję płaszczyk na ulicy, bo jest za gorąco.
:)
ReplyDeleteo kapitanie mój, kapitanie!
ReplyDelete