ps. jako że tomeczek wróbeleczek wyjechał (aktualnie mknie gdzieś nad azją), ciakych zdjęć będzie coraz mniej, ale będę się starać! a za kilka miesięcy wszystko wróci do normy, bo spotkamy się znów (już mi się to śniło, bo nie mogę się doczekać).
Friday, November 12, 2010
czwartek
poszłam wczoraj z luaną, moją najlepszą koleżanką, na kasztany i wino, ponieważ z okazji dnia świętego marcina, kiedy to w piwniczkach nie-wino zamienia się w wino (tak przynajmniej tłumaczyła luana), na ulicach lizbony sprzedaje się pieczone kasztany i kubeczki wina właśnie. chodziłyśmy sobie skubiąc kasztany, i zaczepiali nas szaleńcy (to twoja wina, stwierdziła luana), i znajomi, chociaż rzadziej. i był wieczór, i pachniało jesienią.
ale przecież muszę wspomnieć o lanczu! poszliśmy z julianeczkiem, moim serdecznym współlokatorem, na eating while dancing. jco czwartek impreza ta odbywa się w na ósmym piętrze biurowca dwie ulice od nas, i do obiadu przygrywa kabowerdiańska kapela, grająca morny. czyli typowe tamtejsze piosenki. i panowie w garniturach (średnia wieku 40 lat) podrywają się i prowadzą na parkiet swe partnerki, tańcząc z nimi w sposób, który julian uznał za niewłaściwy (mój partner - TAK! tańczyłam!- przyciskał do mnie swój wielki brzuch szepcząc to jest very sensual, ale podziękowałam, i tańczyliśmy jak na weselach). było wspaniale, mimo że przez cały dzień chodziłam głodna, bo na cabo verde nie znają pojęcia wegetarianizm (i dostałam jajko, ryż i frytki).
ps. jako że tomeczek wróbeleczek wyjechał (aktualnie mknie gdzieś nad azją), ciakych zdjęć będzie coraz mniej, ale będę się starać! a za kilka miesięcy wszystko wróci do normy, bo spotkamy się znów (już mi się to śniło, bo nie mogę się doczekać).
ps. jako że tomeczek wróbeleczek wyjechał (aktualnie mknie gdzieś nad azją), ciakych zdjęć będzie coraz mniej, ale będę się starać! a za kilka miesięcy wszystko wróci do normy, bo spotkamy się znów (już mi się to śniło, bo nie mogę się doczekać).
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment