taaa... posiadanie wybranka serca na drugiej półkuli, kiedy różnicy jest 11 godzin, jest dość specyficzne.
siedzę w kapturze pod kołdrą, bo zaczyna być zimnawo. widziałam sąsiada kupującego grzejnik w supermarkecie pod domem, bo był tani, i będzie mu suszył pranie. jutro idę zrobić to samo.
a dlaczego nie leżę sobie błogo z książeczką, albo nie baluję z jakimiś włoszkami? no, zastanawiałam się, czy zaśmiecać blogunia nienawiścią, ale trudno. *&^%$#@! przecież można się zajebać, zapamiętując sentencje typu umuntu ngumuntu ngabantu , bo pani wymaga od nas wielkich ilości wynurzeń na temat ubuntu. ha! czyli wcale NIE systemu operacyjnego! i to miał być mój ulubiony przedmiot! najciekawszy! w sumie nie mam z czego wybierać, przecież można się pociąć, śledząc moje wyczyny edukacyjne (chociaż zerkam czasem na usosa, żeby sprawdzić, czy w tym roku też dostanę stypendium), ale jeszcze tylko kilka miesięcy, a potem? no?
ps. wczoraj była przemiła niedziela: z chłopakiem z drugiej półkuli pisaliśmy recenzję w języku wilhelma zdobywcy, a potem poszłam na międzynarodowy obiad, gdzie wydarłam żarłocznej dunce resztę kisza, i zjadłam winter dish znajomych belgijek. było przemiło, i po pijaku (no, no, po winku), zgodziłam się na podróż do paragwaju w najbliższych miesiącach. jutro kupuję kupon na loterię.
No comments:
Post a Comment