Tuesday, March 22, 2011

macacos

coś ohydnego jest przy wejściu, powiedziała sofia, moja nowa wpółlokatorka. przy naszych pięknych fioletowych drzwiach, wprost przy pięknych widokach na rzekę, przy różowych starych budowlach! i to był niestety mój sos pomidorowy, który roztrzaskał się w mojej torebce, zalewając całość, plus wszyscy myśleli, że grzebię się we flakach, kiedy starałam się wygrzebać okulary.

no nic.

i się przeprowadziłam. mieszkam w pięknym pałacu, bielutkim apartamencie, z szaloną włoszką i artystyczną mieszanką krwi portugalskiej i luksemburskiej. było mi dziwnie pierwszej nocy, ponieważ spalona słońcem drżałam podczas każdego bicia dzwonów (co 15 minut), a potem wstałam na drżących nogach w sam raz na midtermowy test z historii sztuki. ale teraz jest wspaniale. mieszkanie w innej dzielnicy zmusza do poszukiwania nowych smaczków, ukrytych zaułków i fajowych widoków (jak lanserki bar ze szkła, gdzie popijałam kawę patrząc na portowe magazyny i most fan francisco ponad tym). a w niedzielę byliśmy na jabłkowej plaży, plus wracałyśmy z alice autostopem, bo autobus zniknął.

1 comment:

  1. no to może jakieś zdjęcie apartamentu wewnątrz/zewnątrz? ;)

    ReplyDelete