Sunday, October 3, 2010

Zsa Zsa Zoo

hotel dla mamy: zabukowany
hostel dla NAS w porto: zabukowany
staż: do rozpoczęcia w piąteczek ("angolańczycy będą cię uwielbiać!")
plan podszycia się pod dziennikarza: przemyślany!

wczoraj w doborowym gronie przyrządziliśmy kolację, kto chciał, ten palił na dachu (trzeba się bvło wdrapywać z tarasu, do którego wchodzi się przez łazienkę), a kto nie chciał, ten jedynie siedział, bo ingo dysponuje dachem z widokiem na zamek, tag, rossio, wszystko dookoła bardzo piękne. dzisiaj natomiast padało pierwszy raz, więc zniszczyło to moją wątpliwą silną wolę, żeby wyjść i działać, nie poszłam nawet na obowiązkową kawę do uszczęśliwiającego parku, za to obejrzałam hurtem pół drugiej serii white collar i nie zjadłam obiadu, bo nie chciało mi się gotować. a kiedy współlokatorzy zaproponowali mi wspólną kolację, odmówiłam, bo nie chciało mi się wychodzić z pokoju i mieszać makaronu. więc teraz, oczywista, głoduję, ale można sobie na to pozwolić raz w tygodniu, czyż nie? (chodzi mi o brak inwencji i leżenie).

1 comment:

  1. widzę, że tu jestem pomijany jako jedyny potwierdzony gość (oprócz mamy i połówki zaimka NAS), ale TEŻ LICZĘ NA ATRAKCJE :>

    ReplyDelete