no i przyszła jesień (czasami jeszcze chodzę w japonkach, ale to już nie to samo). piąty października to święto narodowe, więc wszyscy wylegli na ulicę, biegają psy, wrzeszczą dzieci, a w moim ulubionym parku (nie tym z kawą, tylko pełnowymiarowym ze stawem) jest doprawdy tłoczno, ale mi to nie przeszkadza.
plus w święto republiki należy świętować, stąd republikańska kolacja wczoraj:

kwestia toma wróbla i jego pozostania w polsce jest bardziej skomplikowana, ale w sumie lubię kangury i południową półkulę (ale co z tego, skoro i tak będzie źle, źle, źle).
No comments:
Post a Comment