Tuesday, October 5, 2010

5 de outubro

no i przyszła jesień (czasami jeszcze chodzę w japonkach, ale to już nie to samo). piąty października to święto narodowe, więc wszyscy wylegli na ulicę, biegają psy, wrzeszczą dzieci, a w moim ulubionym parku (nie tym z kawą, tylko pełnowymiarowym ze stawem) jest doprawdy tłoczno, ale mi to nie przeszkadza.

plus w święto republiki należy świętować, stąd republikańska kolacja wczoraj:
















kwestia toma wróbla i jego pozostania w polsce jest bardziej skomplikowana, ale w sumie lubię kangury i południową półkulę (ale co z tego, skoro i tak będzie źle, źle, źle).

No comments:

Post a Comment