no halo!
po namysle i analizie wspollokatorow uznalam, ze taki smak zycia mi nie smakuje. w ciagu tego tygodnia zdarzylo sie tyle, ze nie wiem, od czego zaczac, plus nie wiem, czy jestem przeszczesliwa czy zgubiona, ale jedna chyba to pierwsze?
jechalam sobie dzis autobusem z evory, po calym dniu wsrod kawy i agat, ktore mieszkaja w jednym pokoju przy ulicy Dzieciatka Jezus. poznaly juz wszystkie kawiarnie i knajpy, maja ulubionego kelnera z brazylii, a z gorki niedaleko kaplicy kosci (bo jest i taka) widac pola i tak to mniej wiecej wyglada.
w skrocie:
nasze wspolne mieszkanie na strychu realizuje sie we wspolnych kolacjach i omletach po powrotach z imprez, wsplnych caipirinhach i machaniu tylkami na brazylijskich imprezach, i listami sprzatania mieszkania
najladniejszy chlopak z mojego faculdade jest chyba gejem.
(mnie to i tak nie obchodzi, bo wiadomo, kto niedlugo przyjezdza)
poszlismy na mirador, z ktorego widac fake landmarki lizbony (most jak z san francisco i figure z rio de janeiro), przyjechala policja i zaczela obszukiwac wszystkich w poszukiwaniu narkotykow. bylo zupelnie jak w brazylii.
lizbona jest jak pudelko czekoladek i nie wiadomo co sie wyciagnie (jesli sie umie szukac ;): bar jak z czasow brytyjskiej kolonii w indiach, gdzie trzeba dzwonic, zeby byc wpuszczonym przez kelnera w czerwonej kamizelce, kawiarnie na dziewiatym pietrze na tarasie, na ktory trzeba przejsc przez stoisko ze sztucznymi kwiatami, lub porzeczkowe piwo z rozowa pianka.
mam nowe kolezanki i kolegow, i wiele na oku.
a w szkole jak w szkole, trzeba chodzic na zajecia, ktore trwaja dwie godziny, i nikt nie wpadl na to, zeby zrobic pomiedzy nimi przerwy na jedzenie i inne rzeczy. nikogo jednak nie dziwi, kiedy przychodzi sie po polgodzinie spedzonej z makrobiotycznym dankiem.
moimi ulubionymi zajeciami sa literatury afrykanskie, na ktorych najpiekniejszy chlopak na faculdade mowi o wierszach angolanskich poetow.
poza tym ciagle nie wiem, jakie mam w koncu zajecia i kiedy bo zeby ulozyc sobie plan, trzeba chodzic po pietrach i spisywac wszystko samemu, co mnie wykancza, plus wszystko, co sobie zapisze, okazuje sie albo za trudne do bezstresowego zaliczenia, albo nudne, albo pokrywa mi sie z wloskim.
a moje majtki susza sie u nas w salonie.
No comments:
Post a Comment