mowi agnieszka z krainy kafelkow. nie pisalam choc powinnam (bo caly czas zdarza mi sie czytac bloga brazylijskiego z nieopisana przyjemnoscia!), bo nie chcialam jeczec i zawodzic.
wiec teraz nie musze juz jeczec, ale bylo roznie:
po pierwsze mam mieszkanie. jako ze marzylam, zeby moze zycie bylo jak ze smaku zycia, nie szukalam niczego wczesniej, a potem okazalo sie, ze wszyscy cos maja, bo byli sprytniejsi ode mnie! to bylo trudne do przelkniecia. ale w koncu ricardo z amerykanskim akcentem zaprowadzil mnie na strych, pokazal mi pokoj z mikrooknem (teraz zastanawiam sie, jak sie nie udusic, ale sylwunia powinna cos mi na ten temat poradzic), lokatorami i balkonami w lazienkach (how unfair!) wiec wprowadzam sie 15, niesmialo jeczac o smak zycia.
cale poszukiwanie pokoju zaprowadzilo mnie w zagadkowe zakatki lizbony, bo tu wszedzie mozna chodzic pieszo, wiec poznalam dziesiatki ludzi, ktorzy chcieli mi pomoc (straznik z lizbonskiej asp) lub zamordowac (albo tak mi sie wydawalo). no, w kazdym razie najlepiej o tym zapomniec.
caly czas sie zastanawiam, jak narod staruszkow w kapeluszach mogl podbic te wszystkie kraje i trzymac je na muszce cale wieki?
może w takim razie powinnaś zmienić maila z wafelki na kafelki? ;)
ReplyDelete