Tuesday, January 11, 2011

truly madly deeply

dobra! dobra! nie jest to jeszcze koniec stycznia, ale też nie ma już śniegu. więc mogę powrócić na łono bloggiego.

garść wieści? ależ proszę!
koniec z misją antypody. przynajmniej na razie. od kiedy zakolegowałam się z tomeccinem spokojnie olewałam tamten kraj, bo przecież co mnie obchodzą kangury, ale w końcu, po tysiącach opowiadań (nieoceniony bill bryson też miał w tym swój wkład) zaczęło mi się podobać, i po cichu planowałam antypody i nawet przeprowadzkę na przynajmniej pół roku po obronie, ale nic z tego, no. podobno zamieszkamy w anglii.

(...)

okropnie co? chodzi o wizy i europę. nie wyobrażam sobie na dłuższą metę mieszkać poza europą, ale na trochę? to sama przyjemność. jeśli chodzi o anglię, to oczywiście wiem, że mają tam ładne domy i słodki akcent, i curry na każdym rogu, są mili i w ogóle, ale niestety. widzę siebie wśród hord polaków, kiedy zarabiam robiąc kanapki spóźnionym ważniakom (już przez to przechodziłam, było nawet fajnie, ale przez MIESIĄC). no i tyle. słabo. nie mówcie wróblowi.

praca licencjacka przyjemniaczek, dlaczego nie mogę pisać jej cały czas? bo muszę napisać egzaminy. doprowadza mnie to do rozpaczy. ale dzisiaj kupię bilet do lizbony (gdzie mym nowym zajęciem będzie nauczanie polskiego*), i zacznę odliczać dni.



_____
* zarobię tak na dmuchany basen na taras

2 comments:

  1. o, zmieniłaś balonowy tytuł blogaska na jakiś inny.

    no i co z tymi łyżwami?

    ReplyDelete
  2. zmienilam, kidy okazalo sie ze ktos znalazl bloggiego :) przez wpisanie buble wrobel!.
    na lyzwy koniecznie! mam ten numer telefonu co zawsze mialam, wiec jesli masz, dzwon albo napisz, kiedy mozesz, bo w internecie jestem aktywna tak sobie :). ale na jakies kryte lodowisko z szalenstwami, nie?:)

    ReplyDelete