Wednesday, June 1, 2011

koniec bajki

siedzę właśnie wysychając po kąpieli (lekko się zadyszałam starając się spakować między innymi nowe srebrne espadryle, barbarę, ozdobny łańcuch z festas populares, i tak dalej), i muszę przyznać, że dzisiejszy samolot do warszawy weźmie mnie na pokład (musi! już oddałam moją poduszkę). wczoraj było pięknie. poszliśmy na butlę ginjy, i w doborowym towarzystwie do sekretnego na chińczyka na kolację. pani chinka przeraziła się teatralnie, bo tam trzeba robić rezerwację (jest jak widać bardzo sekretny), ale w końcu, na moje jękliwe zapewnienia że musimy, dała nam mały pokoik, gdzie siedzieliśmy prawie dwupiętrowo, ja wygłosiłam mowę, a wszyscy jedli, pili, i było wspaniale. potem imprezy, łzy (nie moje), schowane bary ma mourarii, dziwni przyjaciele alessandry którzy dodali dziegciu do naszej sielanki (umówmy się, jest granica między nieśmiałością i socjopatią, i oni tę granicę przekroczyli). tom wyleciał rankiem do berlina, gdzie zostanie smakując wspomnienia kilka dni, a potem przybędzie do grody warsa. a potem zobaczymy. łzawe podsumowania wkrótce!!!

No comments:

Post a Comment